Kocham zimę i chociaż przeraża mnie wizja zimna, czapek oraz szalików które ograniczają ruchy i wplątują się w siano na mojej głowie, jest moją ulubioną porą roku. Pewnie znienawidziłabym ją za regularne niszczenie moich włosów, suchą skórę, czy wyziębiony organizm, ale są takie rzeczy dzięki którym wszystkie minusy znikają, a ja cieszę się, że jest właśnie ta, a nie inna pora roku.
1. Ciepłe koce
Opatulam się nimi, a jak mi się znudzi zawsze mogą przecież posłużyć jako peleryna super bohatera albo sukienka księżniczki...
Koc F&F- (tesco)
2.Herbata
Odkryłam najlepszą herbatę na świecie i może nie jestem Kolumbem, ale to i tak coś, bo wcześniej żeby herbata mi smakowała musiałam sobie do niej wlewać pół butelki soku malinowego. Kiedyś nawet skończyły mi się zapasy od cioci i poszłam do sklepu, żeby go sobie kupić. Wyszłam z niczym i baardzo zdezorientowana, bo w prawie każdym ,,soku malinowym" soku malinowego było ok 1%.
3. Balsamy, masełka itp. do ust
Moje usta w zimę umierają. Właściwie umierają w każdą porę roku, ale w tę zdychają doszczętnie- dlatego przybywam im z odsieczą i w każdej kurtce, plecaku oraz torbie mam inną pomadkę.
Ten balsam z Lush'a jest FENOMENALNY. Szczerze mówiąc, nie rozumiem czemu jeszcze nie dostali nagrody Nobla. Jedyny problem jest takie że nie ma go w Polsce... :(
4. Słodkie kapcie.
Myszy (chyba)- F&F (tesco)
5. Wszystko co można wlać, wsypać i wrzucić do wanny.
(lub czym można się wysmarować pod prysznicem)
Myślałam, że z firmą Lush jest jak z Arizoną- całkiem dobrze smakuje, ale tak naprawdę każdy ją pije, bo ładnie wygląda. Zwracam honor. Miałam więcej tych kulek, ale została mi jedna i wygląda za ładnie żeby ją zużywać, więc na razie tak sobie czeka. :)
6. Świeczki.
Nieduszące świeczki- F&F (tesco)
7. Maska i balsam dzięki którym moje włosy i skóra, gdy w kwietniu znów wychodzą na światło dzienne z pod czapki i swetra, jako tako wyglądają :)
8. Książki-
bo książka jest dobra na wszystko, zawsze i wszędzie :D
W śnieżną noc - Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle