niedziela, 16 listopada 2014

London Trip (part 2)

London trip (part 1)
Jak to mawia się w mojej rodzinie "Odpoczywać będziemy w grobie", więc o godzinie 7 byliśmy już na nogach. Mój tato stwierdził, że do pałacu Buckingham mamy tylko 40 minut szybszym marszem dlatego zwiedzanie zaczęliśmy właśnie od tego miejsca.
 
 
Jadąc w stronę Tower of London zauważyliśmy, że bardzo dużo osób ma przypiętego do ubrania małego czerwonego kwiatka. Zaczęłyśmy się z mamą zastanawiać czy przypadkiem nie obejrzałyśmy za mało magazynów o modzie i ominęłyśmy jakiś najnowszy trend. 
Okazało się, że zamiast czytać o najnowszych miłościach gwiazd powinnyśmy były kupić sobie książkę historyczną, bo tym roku mija dokładnie 100 lat od 1. wojny światowej. Anglicy aby uczcić ofiary konfliktu postanowili wokół zamku ustawić 888 246 ceramicznych maków, czyli dokładnie tyle ilu było zmarłych. Ustawiali je stopniowo od 5 sierpnia do 11 listopada.
 
 
 
 
Powiedziałam rodzicom, że za dużo chodzimy i chciałabym jednak abyśmy częściej korzystali z uroków Londyńskiego metra, czy chociażby autobusu. Niezbyt się zrozumieliśmy, bo zamiast ograniczyć chodzenie rodzice zabrali mnie do muzeum transportu..
 
 
 
(A i tak toaleta była najbardziej zachwycająca)
 
Później pojechaliśmy do Greenwich. Miałam niesamowitą możliwość bycia na obu półkulach jednocześnie i pewnie świętowałabym to i robiła setki zdjęć ze mną w roli głównej gdy stoję na południku 0, gdyby nie to, że byłam obrażona na cały świat bo tata kazał mi włożyć czapkę. Moja przekora wygrała i nie odezwałam się do rodziców dopóki nie poszliśmy na obiad. Bałam się, że jak czegoś nie powiem to nie kupią mi jedzenia.
 
Mina pt. "Nie chcę z tobą rozmawiać- ta czapka mnie kłuje"
 
 
Na tym zdjęciu patrzę ze zrezygnowaniem na południk, wyobrażając sobie jak wspaniale byłoby umieścić zdjęcie gdy stoję na obu półkulach na instagramie. A nie mogłam przecież poprosić rodziców, żeby takowe mi zrobili, bo to by było równoznaczne z rozejmem.
 
 W sumie w ciągu tych 2 dni zwiedziliśmy więcej niż pokazałam, ale w pewnych momentach postanawiałam cieszyć się chwilami bez upamiętniania ich. A właściwie to tak sobie tłumaczyłam to, że rozładowała mi się komórka. Trzeciego dnia w końcu się wyspaliśmy i poszliśmy na zakupy, a czwartego trzeba było już wracać do domu.
 
(P.S.przepraszam za słabą jakość zdjęć ale wszystkie były robione komórka w wirze zwiedzania).
 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz